Czy będziesz kiedyś szczęśliwy?

Jechałem z Torunia do Chojnic samochodem. Wracałem ze szkolenia jakie prowadziłem dla nauczycieli. Był październikowy, jesienny wieczór 2008 roku około godziny 18.00.

Biały, służbowy Peugeot Partner o numerze rejestracyjnym GD 1902 N, z przebiegiem ponad stu tysięcy kilometrów… Nie, nie rzęził ostatkiem sił. A ja nie nie jechałem do Jolki tylko do Anny, żony mojej i dwóch synów, teraz maturzystów (AD 2018), wtedy niespełna 10-letnich, nieco nadpobudliwych chłopców lecz „w normie” (wbrew opiniom ich ówczesnej wychowawczyni).

Wspomniany wyżej silnik diesla pracował jak zawsze. Głośno ale równo. 75 koni mechanicznych gotowych było w każdej chwili wyprzedzić oblepione błotem ciągniki wracające do miejscowych gospodarstw.

Tak to, mknąc 90 kilometrów na godzinę, przed Chełmnem spojrzałem na zachodzące słońce. Krwistoczerwona plama rozlewała się po coraz ciemniejszym niebie a we mnie rozlała się… wdzięczność… Za co? Za wszystko. Za to, gdzie jestem. Za to co mam. Za to co zrobiłem dziś w pracy. Za to, kto i co na mnie czeka w domu, w którym będę za godzinę. Nie miałem żadnych wątpliwości, że ta chwila jest wyjątkowa, mimo że nic na tę wyjątkowość nie wpłynęło. Po prostu poczułem spokój, zadowolenie z życia, satysfakcję z dobrze wykonanej pracy, radosne oczekiwanie na to, co się zdarzy za chwilę, za dzień. To chyba była chwila zwana SZCZĘŚCIEM.

Tak to dziś, w marcu 2018 roku wspominam i jest to jedno z najprzyjemniejszych a jednocześnie tak zwykłych wspomnień. Normalny dzień. Zwykłe życie. Przeciętny facet w samochodzie na drodze krajowej, gdzieś między Toruniem a Chełmnem.

Dzisiaj będzie o trzech zasadach rządzących szczęściem.

Tych zasad jest pewnie więcej ale nie jestem taki bystry, by je wszystkie zauważyć nie mówiąc już o ich zrozumieniu. Jestem jednak pewny, że po przeczytaniu artykułu będziesz szczęśliwszym człowiekiem. Wierzę w to mocno, inaczej nie zawracałbym sobie głowy pisaniem go pół dnia!

Zasada pierwsza. Szczęście to nie jest coś, co otrzymujemy

To my sami je tworzymy i znajdujemy w sobie. Wyobraź sobie dwie osoby, które są w życiu w „tym samym miejscu”. Mają pracę, podobny status majątkowy, rodzinny. Jedna z nich czuje się szczęśliwa a druga nie.

Skąd bierze się ta różnica?

Ze sposobu myślenia o sobie. Na pewno znasz przykłady ze swojego życia, gdy ktoś z Twoich znajomych jest wiecznie niezadowolony. Narzeka. Ciągle „czegoś” mu brakuje. Ale „gdy tylko osiągnie to i to, zarobi tyle i tyle, kupie tamto i siamto, to wtedy… ” Znasz też  osobę teoretycznie „nie mającą podstaw” by być szczęśliwą a taka jest. Uśmiechnięta, wdzięczna za to co ma i patrząca na życie z optymizmem.

Abraham Lincoln powiedział:

Ludzie są dokładnie tak szczęśliwi, jak uważają, że są.

I jeszcze jeden cytat, zaczerpnięty z fenomenalnej książki „Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi”, autorstwa Dale’a Carnegie.

To, kim jesteś, gdzie jesteś, czym się zajmujesz, co w danej chwili robisz, nie czyni Cię szczęśliwym lub nieszczęśliwym. Ważne jest co o tym wszystkim myślisz.

Jaka z tego wynika lekcja dla nas?

Kontroluj swoje myśli. Pierwszym krokiem ku pozytywnej ocenie swojego życia niech będzie dla Ciebie WDZIĘCZNOŚĆ. Taka wdzięczność jaką poczułem jadąc wysłużonym samochodem służbowym, po całym dniu pracy, wracając do niewielkiego mieszkania w bloku w Chojnicach, gdzie czekała na mnie rodzina.

Myślisz, że nie masz za co być wdzięcznym? Pomyśl jakby to było, gdybyś rano obudził się tylko z tym za co wieczorem podziękowałeś ;-)

Zasada druga. Szczęście nie ma związku z majątkiem

No, nie do końca… Aby to wyjaśnić przywołam postać amerykańskiego psychologa, Abrahama Maslowa, który w 1943 roku na łamach czasopisma „Psychological Review” przedstawił swoją teorię o nazwie „Hierarchia potrzeb”. Jego zdaniem motywacją do działania dla wszystkich ludzi jest dążenie do zaspokojenia swoich potrzeb. Hierarchia potrzeb Maslowa przedstawiana jest najczęściej w formie piramidy choć on sam nigdy ich w ten sposób nie wizualizował ani w swoim artykule z 1943, ani w wydanej jedenaście lat później książce „Motywacja i osobowość”.

Idąc od potrzeb najbardziej podstawowych do najwyższych:

  1. potrzeby fizjologiczne (dom, jedzenie, odzież, prokreacja)
  2. potrzeby bezpieczeństwa (zabezpieczenie przed chorobą, bezrobociem, starcza niezdolnością do pracy )
  3. potrzeby przynależności (miłości, przyjaźni, przynależności do grupy)
  4. potrzeby uznania (prestiżu, szacunku)
  5. potrzeby samorealizacji (rozwijania swojego talentu, zainteresowań, rozwój duchowy, osobisty)

Tak naprawdę o możliwości „wystąpienia” szczęścia możemy mówić po zapewnieniu sobie minimum dwóch pierwszych poziomów, czyli potrzeb fizjologicznych i bezpieczeństwa. Oczywiście moglibyśmy teraz wejść w dyskusję co to znaczy „poczucie bezpieczeństwa”. Dla jednej osoby będzie to stała praca, która da jej w miarę spokojne funkcjonowania z miesiąca na miesiąc a dla drugiej to będzie konieczność posiadania na koncie równowartości rocznych zarobków aby poczuć się komfortowo i nie myśleć z niepokojem o przyszłości.

Jeśli jednak zapewnimy sobie bezpieczeństwo, to zakup kolejnych ubrań, gadżetów, samochodów, domów nie będzie miał wpływu na to, czy szczęśliwi. Wchodzenie na kolejne poziomy bogactwa nie wpłynie na zwiększenie poziomu szczęścia a może zadziałać wręcz przeciwnie, bo przecież „co będzie, gdy stracę pieniądze/firmę/partnera utrzymującego dom?!”.

Nie namawiam Cię aby wystrzegać się pieniędzy bo to „zło”. Chcę Ci tylko powiedzieć, że jeśli nie wiesz jak poczuć się choć raz na jakiś czas szczęśliwy mając wokół siebie kochających najbliższych, pracę (w miarę ok), mieszkanie (nawet wynajęte) oraz parę złotych (dobra, kilka tysięcy) na koncie, to nie poczujesz szczęścia mając dziesięć razy tyle.

Pokazują to przypadki osób, które wygrały w loteriach ogromne fortuny. Według badań, po około roku, bez względu jak spożytkowały te pieniądze, wracały do swojego „początkowego poziomu” szczęścia. Zrobiono także badania wśród osób, które uległy wypadkowi i zostały inwalidami. Po roku od tego tragicznego zdarzenia większość z nich była bardziej szczęśliwa niż tuż po wypadku! Po prostu, kiedy zrozumieli, że do końca życia będą niepełnosprawni, starają się być szczęśliwi, tak jak mogą.

Zasada trzecia. Możesz być coraz szczęśliwszy. Serio!

Czy znasz stan flow, tak zwany stan „bycia na fali”? Po raz pierwszy pojęcie to sformułował amerykański psycholog, Mihaly Csikszentmihalyi (kurczę, chyba pół minuty pisałem to nazwisko…).

Stan flow to stan uskrzydlenia, całkowitego oddania się aktualnie wykonywanej czynności. Będąc w stanie flow jesteśmy… szczęśliwi! Towarzyszy on między innymi sportowcom, artystom, twórcom ale też uczniom rozwiązującym wymagające zadania i wszystkim, którzy postawili sobie bardzo wymagający ale realny cel i dążą do jego osiągnięcia.

Warunkiem wejścia w stan flow jest znalezienie równowagi między trudnością zadania/wyzwania jakie podjęliśmy a naszymi kompetencjami/umiejętnościami w danej dziedzinie.

Dlaczego potrzebna jest równowaga?

Jeśli zadania będzie zbyt trudne, to po jakimś czasie odpuścimy sobie, bo się zniechęcimy. Jeśli będzie za łatwe, ogarnie nas nuda. Ani w jednym ani w drugim przypadku nie wejdziemy w stan flow a tym samym nie poczujemy szczęścia z wykonywania czegoś ciekawego, ważnego, czegoś co jest na granicy naszych możliwości. Jaka to satysfakcja i radość gdy takie zadania doprowadzimy do szczęśliwego końca!

Co zatem musimy zrobić aby poczuć szczęście?

Jak najczęściej bądź w stanie flow! Jeśli Twoja praca, hobby wprowadza Cię w ten magiczny stan, gdy możesz robić coś godzinami, to wtedy chwile szczęścia będą Twoimi częstymi towarzyszami.

Zasada czwarta [BONUSOWA!]: Szczęście nie jest stałe

Innymi słowy: szczęście nie jest nam dane raz na zawsze. Nie dojdziesz NIGDY w swoim życiu do punktu, od którego już ZAWSZE będzie szczęśliwy. Nie będę rozpisywał się na temat banalnych ale i prawdziwych stwierdzeń: raz jest lepiej raz gorzej, co się polepszy to się popieprzy, życie to huśtawka, raz na wozie raz pod wozem, po burzy przychodzi słońce. Po prostu tak jest.

Jeśli będziemy o tym pamiętać a na dodatek poprawiać sobie nastrój wchodzeniem w stan flow, to uda nam się szybko pokonać gorsze momenty.

I jeszcze jedno, na sam koniec:

Uśmiechaj się a będziesz szczęśliwszy! Rzadko się uśmiechasz? Nie lubisz tego? Potrenuj uśmiech w samotności przed lustrem. Aby sobie ułatwić puść wesołą muzykę albo zanuć jakąś piosenkę, którą lubisz.

A może postawisz przed sobą wyzwanie: przez najbliższy tydzień będą się uśmiechał do spotkanych ludzi! Co Ty na to? Nie bój się, że ktoś potraktuje Cię niemiło, spojrzy na Ciebie dziwnie albo popuka się w czoło. Twój uśmiech będzie dla wielu najprzyjemniejszą chwilą dnia. Wiesz dobrze, że za mało się do siebie uśmiechamy, w pracy i w domu, w autobusie i poczekalni do lekarza.

A może to zmienimy? Zacznij od siebie a ja od siebie. Dobra?

uśmiechnij się

PS. Napisz w komentarzu, co myślisz o takiej akcji.

PS2. Jeśli z jakiś niezrozumiałych dla mnie powodów czujesz niedosyt tematów związanych ze szczęściem i uśmiechem to serdecznie zapraszam Cie do przeczytania tekstu Pięć powodów, dla których warto się uśmiechać.

PS3. Na fotografii powyżej jest mój syn, Szymon, który mimo że nie miał na koncie 100 tysięcy zł ani luksusowego auta w garażu, był szczęśliwy leżąc zakopany w piasku na plaży ;-)

Teraz już naprawdę KONIEC.

Pozdrawiam Cię serdecznie i do przeczytania albo do zobaczenia!

Share on Facebook
Robert WarzyńskiO autorze: Robert Ważyński jest autorem książki "Nie boję się mówić" wydanej przez Wydawnictwo Złote Myśli, Jego flagowym przedsięwzięciem jest internetowy kurs "Tajna Księga Mówców" dostępny na platformie interkursy.pl. Na co dzień Robert wyżywa się literacko i filmowo na swoim blogu Tajniki Prezentacji i na YT.

Wpis Ci się podobał?

Świeżutkie artykuły i filmy na temat prezentacji i rozwoju osobistego wprost na Twoją skrzynkę!

Jedna odpowiedź

Odpowiedz na „karolinaAnuluj pisanie odpowiedzi

Imię:

Strona www:

Treść komentarza: